Monika Zawadzki wystawia pomnik pralce i lodówce. W sekwencję figur, która składa się na heroiczną narrację miejskich pomników, artystka wmontowuje emblematy codzienności. W odróżnieniu od większości monumentów, które odnoszą się do historii, rozstrzygających momentów i postaci z przeszłości, Zawadzki skupiona jest na teraźniejszości, upamiętnia trwanie. Pranie to nie jest projekt, który można zacząć i ukończyć z poczuciem, że sprawa jest załatwiona. Wyprane ubrania znów się pobrudzą i znów trafią do pralki. Podobnie lodówka – jej praca nie ma końca.
Pralka i lodówka to dwie monumentalne, silne, geometryczne formy obecne w przestrzeni prywatnej i życiu powszednim większości z nas. Prawie każdy ma w domu takie dwa masywne prostopadłościany. Jeżeli ich obecność nie kojarzy nam się z manifestacjami tajemniczego monolitu z „2001: Odysei kosmicznej” albo z Kaabą, to zapewne tylko dlatego, że tak bardzo do nich przywykliśmy.
W pracy „Pralka i lodówka” monumenty codzienności zostają przeniesione z przestrzeni prywatnej do publicznej. To pomnik powtarzalnych czynności, upartej walki z entropią i rozpadem, które trzeba powstrzymywać każdego dnia – pomnik żywiołów codzienności, które wypełniają naszą egzystencję o wiele szczelniej niż byłaby to w stanie zrobić jakakolwiek, nawet najbardziej podniecająca wyobraźnię, historia.
Pralkę i lodówkę, oprócz domowego pochodzenia i monumentalnej formy, łączy wnętrze. Wkładamy rzeczy do środka, powierzamy je tym prostopadłościanom, w nadziei, że pomogą nam nad światem rzeczy zapanować. Pralka służy oczyszczeniu. Lodówka chroni przed rozkładem, spowalnia czas, który działa na korzyść chaosu. Wystawiając pralce i lodówce pomnik, Zawadzki odbiera im funkcję, ale wzmacnia ideę, której służą.